Kiedy przeczytałam opis książki, spodziewałam się czegoś zupełnie innego... Byłam pewna, że dzieci to po prostu dzieci, na których źli dorośli przeprowadzają dziwne doświadczenia. Byłam jednak w błędzie! Dzieci okazały się nie tylko obiektem doświadczeń, ale również zagrożeniem życia dla ludzi – w tym swoich opiekunów.
Panna Justineau jest czerwona. Jak krew. Jakby nosiła w sobie jakąś ranę, która nie chce się zagoić (...). Ze skrzywioną twarzą patrzy w ziemię, jakby była zła, smutna, chora, jakby miało z niej wyjść coś niedobrego, nieważne - łzy, słowa, wymioty czy wszystko naraz.